Rozmiar: 8207 bajtów


"Fünfteichen - Pięć Stawów". Czy pod tą malowniczą nazwą może kryć się coś innego niż pięknie położona miejscowość w ciepłej dolince, na obrzeżach której rozsiadały się przysadziste chałupy z pruskiego muru, by przeglądać się w ultramarynowej wodzie? I czyż nie brzmi ona dla niemieckiego ucha lepiej niż Meleschwitz (pol. Miłoszyce), z której czuć na milę słowiański rodowód? Trudno więc dziwić się niemieckiemu urzędnikowi, który - wychowany na landszaftach - w 1937 roku przekreślił "obco" brzmiące słowo Meleschwitz i wpisał swojskie Fünfteichen (Pięć stawów).
Nadając tę romantyczną nazwę niemiecki urzędnik nie mógł przypuszczać że już wkrótce będzie ona miała złowrogą wymowę Nie mógł bowiem wiedzieć, że "król armat" - Alfried Krupp już za cztery lata zainteresuje się tą okolicą. Najpierw "król" wycelował w Markstadt (pol. Laskowice). Postanowił że tu właśnie wybuduje wielki zakład zbrojeniowy. Niewtajemniczonym wydawało się że zrobił błąd. Bo jakże budować wielki zakład w miejscu, gdzie na żadną siłę roboczą nie można liczyć. Kto będzie go budował. Okoliczni rzemieślnicy i chłopi? Kto będzie w nim pracował? Fachowcy dojeżdżający z Wrocławia?A jednak Alfried Krupp decyzję podjął. Bo cóż z tego, że w promieniu dwudziestu kilometrów od Markstadt brakuje ludzi do pracy? Nie ma problemu. Nie widzi go przynajmniej główny konstruktor "króla armat" Erich Miller."Rozbudowę zakładów ułatwi się dzięki temu, że przy obecnych robotach budowlanych nie będą zatrudnione miejscowe siły robocze, lecz głównie sprowadzeni Żydzi". Pryncypał jest tego samego zdania. Co więcej, jest pewny, że jeżeli tylko zażąda to III Rzesza dostarczy mu ich w każdej ilości. Tak jak dotąd nie skąpiła mu jeńców wojennych i pracowników przymusowych; Polaków, Rosjan, Francuzów, Belgów, Holendrów, Jugosławian, Czechów."
- cytat ten pochodzi z książki "AŻ STALI SIĘ PROCHEM I ROZPACZĄ" - A. Bułat i W. Dominik KAW 1980.

Rozmiar: 2516 bajtów

Do początku

Niemiecka nazwa Fünfteichen oznacza po polsku Pięć Stawów. Z pięciu pozostały dzisiaj w niezmienionej postaci już tylko dwa, jeden z naturalna linią brzegową

staw1

(obok skrzyżowania ul. Polnej, Głównej i Kolejowej), drugi staw

staw2

(obok świetlicy wiejskiej) również w niezmienionej postaci, był zbiornikiem przeciwpożarowym od czasów przedwojennych,

staw3

jeden zupełnie zasypano (naprzeciw kapliczki tzw. "Groty" przy plebani parafialnej), a następne dwa (jeden naprzeciw wejścia głównego do kościoła parafialnego,

staw4

a drugi w okolicy skrzyżowania ulic Głównej i Wrocławskiej)

staw5

wykorzystano na baseny przeciwpożarowe i brzegi wybetonowano.

Przez dwanaście lat faszystowskiego systemu mieszkańcy wsi dolnośląskich słowa po polsku głośno wypowiedzieć nie mogli. Najdrobniejsze nawet reminiscencje polskiej przeszłości stawały się najcięższym wykroczeniem. To, co można było zniszczyć, spalić, zakazać - niemiecko-hitlerowska Volksgemeinschaft niszczyła, to, czego zniszczyć się nie dało - uznawała za swoje. Tak było ze starymi polsko-śląskimi strojami (zwłaszcza kobiecymi): specjaliści od niemiecko-hitlerowskiej kultury uznali je za pragermańskie, proniemieckie - za swoje! Jeśli bowiem ten śląski "naród" był od wieków niemiecki, choć jeszcze niedawno polskojęzyczny, to i jego stroje ludowe musiały być ur-echtdeutsch!

Taka była wola zesłanego przez Opatrzność Führera i duszą mu oddanego Josefa Wagnera, który w kwietniu 1935 roku, na kursie nauczycieli zorganizowanym przez Związek Wschodnich Niemiec przedstawił interpretację ustawy z l lutego 1933 roku "o ochronie narodu i państwa" w aspekcie problemu polskiego na Śląsku: "Nawet polsko-niemieckie nazwiska muszą być usunięte. Mniejszości musi się wpoić, że Polak równa się czyszcicielowi butów; Niemiec - sile i potędze, największemu zaszczytowi. Nowa młodzież musi się dać raczej zabić, niż by przez jej usta miało przejść polskie słowo...!"

W rok potem ruszyła akcja "precz z polskimi fasadami". Na wniosek miejscowych komórek NSDAP organy administracji niemczyły wszystko, co tylko miało choćby ślad polskości: nazwy miejscowości, przysiółków, wzgórz, rzeczek. Wskutek tego wieś o polskiej nazwie Miłoszyce (w ostatnich czasach też Mieleszyce lub Mileschwitz) przemianowano na Fünfteichen, a Laskowice zamieniono na Markstadt - nawiasem mówiąc, nawiązując w ten sposób do zagadkowego dla niemieckich uczonych "rynku", który dla nas jest świadectwem wczesno-polskiego życia gospodarczo-politycznego na tym terenie.


Do strony głównej


Napisz do mnie

Webmaster: J.Urbaniak
Ostatnia aktualizacja 14.08.2003r.