W 1936 roku ruszyła hitlerowska akcja "precz z polskimi fasadami". Na wniosek miejscowych komórek NSDAP organy administracji niemczyły wszystko, co tylko miało choćby ślad polskości: nazwy miejscowości, przysiółków, wzgórz, rzeczek. Wskutek tego wieś o polskiej nazwie Miłoszyce (w ostatnich czasach też Mieleszyce lub Mileschwitz) przemianowano na Fünfteichen, a Laskowice zamieniono na Markstadt czyli "Rynek miejski" (tłum. niem,: mark - rynek, targowisko + stadt - miasto)- nawiasem mówiąc, nawiązując w ten sposób do zagadkowego dla niemieckich uczonych "rynku", który dla nas jest świadectwem wczesno-polskiego życia gospodarczo-politycznego na tym terenie.


Krótka historia tzw. "RYNKU" w Laskowicach
Serwis foto w przygotowaniu (stan na dz.24.08.2003r.)


Szczególnie interesująca jest jednak informacja niemieckiego naukowca Menzla:
W lesie między Laskowicami a Dębiną znajdowały się "regularnie wybrukowane drogi, mnóstwo kamieni i innych ruin"; w 1772 roku wykopano tam żelazne drzwi, które potem długo były przechowywane w kościele w Laskowicach, kilka lat później zaś gliniany garnek ze srebrnymi monetami. Menzel słusznie uważał, że znaleziska te w większości pochodziły sprzed XV wieku. Lecz nie były to pozostałości jakiegoś mitycznego Lessów, od którego wzięła rzekomo nazwę wieś Laskowice, a raczej zniszczonego ostatecznie w okresie wojen husyckich gródka Soloszowice-Laskowice, przy którym był pewnie również murem otoczony targ.
140

140 Przypuszczenie to znajduje oparcie również w przekonaniach niektórych starszych historyków niemieckich, m.in.: F.Ch.J. Fischer, Geschichte des deutschen Handels, t. I, s. 289: "Die Slaven, die sich fruhzeitig feste Wohnplatze angewohnten, hatten noch vorher ehe man in den inneren Gegenden unseres Vaterlandes Stadte zu bauen anfing, Stadte und um mauerte Handelsplatze". H. Lutsch (op. cit., s. 375) pisze, że owe żelazne drzwi i okna zostały znalezione na "rynku", a ów "rynek" znajdował się na drodze miedzy Ryczynem a Laskowicami.

W styczniu 1858 roku ukonstytuowało się Towarzystwo Muzeum Śląskich Starożytności (Verein fur das Museum Schlesischer Alterthumer), "kierujące się celami patriotycznymi"141.

141 Działało ono pod protektoratem Jej Królewskiej Wysokości żony następcy tronu Fryderyka Wilhelma, a przewodniczącym jego został hr Adrian J. von Hoverden-Plancken, królewski szambelan.

W sprawozdaniu towarzystwa z lat 1866-1867 Rudolf Drescher próbował rozwikłać sprawę zagadkowego "rynku" koło Laskowic. "Więcej niż sto małych wzgórków, na których leżą wielkie kamienie", wskazywało jego zdaniem na możliwość istnienia kurhanów w okolicach Laskowic. "Znajdowane pod ziemią pozostałości kamiennych bruków mogłyby tworzyć analogię do bruków, które zostały zaobserwowane między innymi koło Mojęcic, Warzyna (Wołowskie), Strupina (Trzebnickie) i Pełcznicy (Wrocławskie). Około 1/8 mili na południowy wschód od Laskowic znajduje się niskie, okrągłe prawie, wzgórze, jest ono przez polskich mieszkańców tej wioski bez wątpienia zwane rynkiem (... von den polnischen Bewohner dieses Dorfes... ohne Zweifel Rynek genannt)". Dla Dreschera, który dwa lata potem na łamach "Schlesische Blatter" wyprowadził słowo "rynek" od "ryć, czyli grzebać" (!) i tłumaczył jako grób, znalezione tam drzwi stanowiły dodatkowy dowód, że "był to niegdyś umocniony plac grzebalny pogańskich Słowian, który przetrwał do czasów chrześcijańskich"142.

142 Schlesiens Vorzeit in Bild und Schrift; Namens des Vereins fur das unter der Protectorate Ihrer Koniglichen Hoheit der Frau Kronprinzessin Friedrich Wilhelm stehende Museum Schlesischer Altherthumer herausgegeben von Dr. Hermann Lutsch, t. I, Wrocław 1870.

Wiadomości te wzbudziły zainteresowanie zarządu Towarzystwa, z ramienia którego została przeprowadzona 7 kwietnia 1873 roku wizytacja tego zagadkowego "rynku" pod Laskowicami. W skład komisji wchodzili: tajny radca prof. dr Goeppert, radca sanitarny dr R. Biefeld, baron H. von Saurma-Jeltsch, dyrektor Muzeum Śląskich Starożytności dr H. Lutsch i pan B. Manfeld. W swoim raporcie komisja stwierdziła, że znalezione tam żelazne drzwi i okna znalazły się w pałacu hr. von Saurma i pochodzą co najwyżej z końca XVI wieku. Natomiast sam "rynek" jest "obecnie trójkątnym polem przy drodze; w większości piaszczysty, po części zarosły krzakami, teraz właśnie rozbierany i obrabiany". Nic tam już nie znaleziono, tak że jego nazwa pozostała niewyjaśniona143.

143 Schlesiens Vorzeit in Bild und Schrift, op. cit., Wrocław 1873.

W katalogu zabytków sztuki okręgu wrocławskiego, sporządzonym przez Hansa Lutscha w 1889 roku, niemal dosłownie powtórzono wyniki tej wizytacji: do budowy pałacu Saurmów-Jeltsch w Laskowicach użyto drzwi i okien pochodzących z XVI wieku, które znaleziono na "rynku" - trójkątnym polu przy drodze z Ryczyna do Laskowic144.

144 H. Lutsch, Die Kunstdenkmaler der Landkreise des Reg.-Bezirks Breslau in amtlichen Auftrage bearbeitet von..., [w:] Verzeichnis der Kunsidenkmaler der Provinz Schlesien, t.II, Wrocław 1889, s. 375.

Interpretacja przeznaczenia "rynku" stała się w 1919 roku przyczyną wewnętrznego rozdarcia pomiędzy Wackwitzem-historykiem a Wackwitzem-ideologiem. Historyk Wackwitz przychyla się do poglądu, że "rynek" był pozostałością dziedzińca istniejącego tu obronnego gródka. Siedział tu kiedyś, tak jak w Ryczynie, polski komes osadzony przez piastowskiego księcia, aby strzec drogi Wrocław-Namysłów i Oława-Namysłów. Przemawiała za tym (jeszcze w 1919 roku!) rzeźba terenu otaczającego "rynek", przypominająca wał gródka i fosę. "Od północy i północnego wschodu grodek ten mógłby być chroniony przez bagniste obniżenie, zwane przez okoliczną ludność Bidawą (Widawą)".

Niestety, ideolog Wackwitz uznał ten pogląd za mało przekonujący w świetle niemieckich badań historycznych. Stwierdził zatem, że "rynek" był na pewno umocnionym miejscem, do którego chroniła się okoliczna ludność (niemiecka!) ze swoim bydłem przed rabunkami ze strony piastowskich wojowników, szczególnie w czasie wojen, jakie prowadzili piastowscy książęta. Supozycja ta koresponduje z obrazem Śląska w XIII wieku, przed i w trakcie kolonizacji niemieckiej, jaki usiłował na łamach swej książki propagować Wackwitz: uzbrojeni konni wojownicy piastowskich książąt od czasu do czasu wpadają do ukrytych w lasach siedzib wieśniaków, rabują co się da, palą, gwałcą i mordują, aby po takim spustoszeniu szybko wycofać się do swych grodów.

Obecnie kształt i pierwotne rozmiary "rynku" są już niemal nie do odczytania145. Odnosi się przy tym wrażenie, jakby umyślnie starano się o jego zatarcie, zniszczenie. Leżał on na terenie majątku hrabiów von Saurma-Jeltsch: już reces uwłaszczeniowy z 1832 roku, dotyczący tylko chłopów-gburów (tak nazywano tu gospodarzy posiadających dom i pole), lecz nie zagrodników i chałupników, dawał im w dowód szczególnej łaski prawo wywozu żwiru z "rynku". W 1873 roku nie przypominał już okrągłego wzgórza, lecz trójkątne pole, które niwelowano, i z którego zbierano pozostałości ruin i wałów. W dwa lata potem, w 1875 roku Saurmowie wydzierżawili "rynek" ewangelickiej gminie kościelnej jako miejsce na nowy cmentarz, mimo że rok wcześniej gmina zakupiła od nich plac w pobliżu "Próchnika" (na północ od dzisiejszego dworca kolejowego), gdzie nawet pochowano już kilku mieszkańców laskowickiej parafii. Mieszkańców udało się przekonać, że Próchnik nie nadaje się na cmentarz, ponieważ jest podmokły.

145 W sierpniu 1990 roku przez środek "rynku" przebiegała asfaltowa szosa z Laskowic do Chwałowic. Po lewej jej stronie, idąc od Laskowic, widniały ślady głębokiego, zarośniętego brzeziną i łoziną wyrobiska — pozostałość dawnej żwirowni. Po prawej stronie cmentarz. W starej jego części zarośnięte bluszczem mogiły mieszkańców laskowickiej parafii sprzed 1945 roku: leżało tam również kilka płyt nagrobnych, wyglądających jak z grubsza tylko obrobione bloki kamiennej budowli. Jest w tej części cmentarza również pomnik więźniów czechosłowackich, zatrudnionych w czasie II wojny światowej w zakładach zbrojeniowych Kruppa, Bertha-Werke. Na nowej części znajdują się mogiły mieszkańców już powojennych. Cmentarz okolony jest drucianą siatką. Tuż przy niej, od strony Laskowic, rośnie kilkanaście sosen. Między nimi właśnie znaleźć można fragmenty drogi lub placu wybrukowanego kamieniami-otoczakami wielkości pięści. Próbuje rozpychać je wrzos i trawa. Gdzie niegdzie można też dostrzec bryły kamienne, w miejscach ustronnych, jakby wyrzucone poza obręb cmentarza. Identyczne, nieociosane kamienie tkwią w zrujnowanych murach jelczańskiego zamku.


Do strony głównej


Napisz do mnie

Opracowanie i webmaster: J.Urbaniak
Ostatnia aktualizacja 24.08.2003r.